środa, 10 czerwca 2015

Detoks - dzień 3

Zestaw startowy ;)
Jak zaczynałam dietę, bałam się, że będę cały czas głodna, że będę pochłaniać niewiarygodne ilości warzyw. Przygotowałam się na to i w weekend zaatakowałam giełdę warzywną kupując po 10 kg buraków, marchwi, selera itd (także z przeznaczeniem na wyciskanie dużej ilości soków). Okazuje się jednak, że wcale nie jem objętościowo więcej niż zwykle i wcale nie jestem jakoś mega głodna. Dzisiejsza zupka na śniadanie w zupełności mi wystarczyła. Pomiędzy posiłkami staram się popijać tylko wodę i herbatę ziołową. W chwili kryzysu podjem jakieś jabłko lub chipsy warzywne. 

Trzeciego dnia miał nastąpić kryzys ozdrowieńczy (na początku brzmiało to dla mnie dziwnie), ale u mnie póki co cisza. Rano lekko pobolewał mnie brzuch (to chyba wina zbyt dużej ilości surowizny na raz, dzisiaj jem gotowane), jelita się powoli oczyszczają i tyle. Żadnych zimnych potów, kosmicznego bólu głowy, bólów mięśniowo-stawowych. Nic. Z jednej strony wolę, by tak zostało bo to przecież nic przyjemnego, z drugiej jednak strony czekam na to, bo to by oznaczało, że organizm się naprawdę oczyszcza. Może jutro?

Dzisiejsze menu:

Śniadanie:
- zupa krem z buraków (doprawiona czosnkiem, pieprzem i suszonymi pomidorami jest pyszna i działa rozgrzewająco)
- sok z botwiny, selera naciowego i jabłka
- jabłko

Obiad:
- leczo warzywne (papryki w 3 kolorach, kalarepa, cukinia, cebula, czosnek i duużo ziołowych przypraw, dodatkowo przecier pomidorowy)
- chipsy z selera, oprószone czosnkiem granulowanym, solą himalajską i ziołami, tym razem wyszły bardziej chipsowe niż buraki, ale to jeszcze nie to o co mi chodzi

Po obiedzie był soczek z zielonej pietruszki i cytryny (bomba witaminowa, zwłaszcza dużo jest witaminy C) - wycisnęłam sok z cytryny i z pęczka pietruszki, dodałam jeszcze jeden pęczek pietruszki i około 400 ml wody i zmiksowałam w mikserze


Leczo w trakcie przyrządzania 

Kolacja:
Zachcialo mi się pomidorów, zjadłam dwa, do tego ogórki kiszone i rzodkiewki (naprawdę się tym najadłam), później zjadłam jeszcze "pieczone" jabłko (tak naprawdę zrobiłam je na parze;) z cynamonem.


Wieczorem dopadło mnie pożądne oczyszczanie jelit (jejku, tam rzeczywiście sa jakieś złogi, skąd to się bierze?!), aczkolwiek i tak przebiega w miarę łagodnie.

Generalnie jest dobrze :)

I jeszcze małe kulinarne eksperymenty. Na obiad mialam zjeśc jeszcze zupę z młodej kapusty i ogórków - ta zupa to jeden wielki eksperyment - wczoraj miałam dość surówek, a wcześniej zrobiła dużą michę surówki z białej kapusty, ogórków gruntowych i pietruszki. Postanowiłam więc przerobić surówkę na zupę i wyszło całkiem smacznie :) Dodałam jeszcze trochę soku wyciśniętego z liści kalarepy (sic! to można jeść), tak dla zdrowotności ;)
Wyszło smacznie, ale ostatecznie zupy nie zjadłam, jakoś kapusta mi się na razie nie widzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz