wtorek, 30 czerwca 2015

Szarlotka w wersji RAW (bez glutenu, wegańska i bez pieczenia)

Tarty w wersji surowej są super! Są smaczne, świeże, zdrowe i zawsze się udają :) Ta wersja jest idealna na lato - jest lekka i orzeźwiająca. Przygotowanie nie zajmuje dużo czasu i nie trzeba piec - co przy dzisiejszej temperaturze jest wielkim plusem :) Składników nie potrzeba dużo - trochę owoców, troche orzechów... i jest! Gotowi? Do dzieła! :)



Składniki:
Spód
150 g migdałów
100 g suszonych moreli

Masa jabłkowa
3 spore jabłka
10 suszonych śliwek
11 suszonych moreli
sok z połowy cytryny
łyżeczka cynamonu

Przygotowanie:
  1. Składniki na spód cista zmiksować razem na gładka masę (najprościej jest to zrobic w wyciskarce slimakowej, ale dobry malakser też sobie poradzi - w malakserze dobrze jest najpierw namoczyć morele)
  2. Powstałą masą wykleić spód tortownicy
  3. 2 jabłka pokroić na cienkie plastry, jedno zetrzeć na tarce o grubych oczkach, skropic sokiem z cytryny by nie ciemniały
  4. Śliwki i morele zmiksować z cynamonem na gładka masę, dodać do jabłek i delikatnie wymieszać do połączenia składników
  5. Mase jabłkową wyłożyć na spód i schłodzić
  6. Gotowe - mniam :) Podałam z kremem z mleka kokosowego i wiórków kokosowych :)
Smacznego!









Bezglutenowe Vege WypiekiLekkie i szybkie dania na upalne dni

środa, 24 czerwca 2015

Dlaczego mięsa nie lubię...

Kiedyś nie wyobrażałam sobie obiadu bez mięsa. Najczęściej jadłam mięso drobiowe, inne było dla mnie za ciężkie. Uwielbiałam pieczonego kurczaka, filety drobiowe, gulasz, mielone... Powoli, powoli zaczynało się to zmieniać. Zaczęłam więcej czytać o tym jak zachować zdrowie i jak jedzą najdłużej i najzdrowiej żyjący ludzie na świecie (polecam przeczytanie książki "Niebieskie strefy"). Okazuje się, że ludzi "przewlekle zdrowych" łączy jedno - wcale (albo bardzo rzadko) nie jedzą mięsa.
Dlaczego tak jest?!
Mnie do niejedzenia mięsa przekonuje kilka rzeczy:
  • sposób hodowli zwierząt - minęły czasy, gdy tucz świń trwał 2 a czasem nawet 3 lata, w tej chwili świnie ubija się w wieku 6 miesięcy, kiedy mają jeszcze mleczne zęby. Oznacza to tyle, że chów zwierząt stał się tak intensywny, że w niczym nie przypomina już naturalnego rozwoju. Zwierzęta są futrowane skoncentrowanymi paszami i premiksami, by jak najszybciej nabierały masy (tyczy się to wszystkich hodowli ekstensywnych - świń, krów, drobiu), są stłoczone na małej przestrzeni (mimo zalecanego przez UE "dobrostanu" to nadal jest mała przestrzeń), przez co są bardziej narażone na choroby, pakuje się w nie więc antybiotyki i kokcydiostatyki a my to potem zjadamy (owszem, ubój nie może nastąpić przed upływem okresu karencji leku, ale co z tego, przecież to wszystko w mięsie i tak zostaje)
  • ubój - byłam nie raz w rzeźni (jestem lekarzem weterynarii) i nigdy nie widziałam tych strasznych obrazów typu trzepiące się kurczaki podwieszone za nogi czy jeszcze żywe świnie trafiające do szczeciniarki, ale rzeźnia nie jest przyjemnym miejscem. Zwierzęta naprawdę się stresują! A wydzielane podczas stresu hormony i inne substancje zostają w mięsie...
  • przetwarzanie mięsa - kiedy tusza trafi do masarni jest obrabiana na przeróżne sposoby, jednym z podstawowych procesów technologicznych jest nawadnianie mięsa. Jest to proces bardzo pomocny przy produkcji wędlin - pozwala uzyskać większa masę produktu finalnego np. z 1 kg mięsa może powstać nawet 1,5 kg wędlin lub więcej (dawno byłam w zakładach przetwórstwa); mięso jest nawadniane nawet wtedy, gdy jest przeznaczone do sprzedaży bezpośredniej (znacie to - wkładacie do piekarnika dorodnego kurczaka, a on się jakoś kurczy i pływa we własnym sosie? - to nie jest naturalne). Tak więc nawet jeśli robisz wędliny w domu i tak nie jesz prawdziwego mięsa... :(
  • zwierzęta jedzą paszę, która też naturalna nie jest, rośliny są nawożone sztucznymi nawozami, pryskane pestycydami itp. - substancje szkodliwe zawarte w roślinach gromadzą się w zwierzęcych tkankach, które my później zjadamy, w efekcie zjadamy ich dużo więcej, niż w przypadku bezpośredniego zjedzenia tych roślin (zgodnie z zasadą, że najwięcej toksyn gromadzi się w ostatnim ogniwie łańcucha pokarmowego)
  • wpływ na zdrowie:
    • mięso okrutnie zakwasza organizm - podczas metabolizowania mięsa powstaje dużo kwasów, które muszą zostać zneutralizowane, w tym celu organizm musi korzystać z zapasów związków alkalizujących (m.in. alkalicznych pierwistaków), których samo mięso nie dostarcza; jeśli nie będziemy jedli wystarczającej ilości warzyw (surowych i najlepiej zielonych) nasz organizm będzie się powoli zatruwał. Zakwaszenie organizmu znacznie osłabia odporność, człowiek staje się podatny na choroby, z którymi organizm powinien spokojnie dać sobie radę - częste przeziębienia itp. Słaba odporność to też większe ryzyko nowotworów
    • mięso spowalnia perystaltyke jelit (nie zawiera błonnika), długo zalega w przewodzie pokarmowym i może zaburzać skład flory jelitowej (bakterie fermentacji mlekowej umierają, namnażają się bakterie gnilne oraz grzyby mi.in. Candida albicans); ponadto spowolniona perystaltyka przyczynia się do powstawania uchyłków w jelitach, gdzie trafiają nie do końca strawione resztki pokarmu i po prostu gniją, bo nie mogą zostać wydalone - w efekcie dochodzi do nieszczelności jelita a nawet raka jelita grubego. Nieszczelne jelito to takie gdzie nieszczelna jest bariera krew-jelito - tzn. do krwi przedostają się składniki niepożądane, które normalnie powinny być usunięte wraz z kałem. Układ odpornościowy musi wykonać wiekszą pracę, by to zneutralizować, ulega osłabieniu. Efektem nieszczelności jelit moga być alergie, nietolerancje pokarmowe i inne choroby autoimmunologiczne; jedną z metod sprawdzenia szczelności jelit jest wypicie soku z buraka - jeśli mocz jest zabarwiony, znaczy, że Twoje jelita są w jakimś stopniu nieszczelne - zawsze myślałam, że po burkach to normalne, ale po detoksie okazuje się, że burak nie zawsze musi mocz farbować  ;)
    • czerwone mięso jest ciężkie, ma dużo nasyconych kwasów tłuszczowych i cholesterolu
    • białe mięso, czyli drób jest napakowane chemią (drób namiętnie jest karmiony kokcydiostatykiami i fluorochinolonami)
    • duże ilości spożywanego mięsa (zwłaszcza podrobów) przyczyniają się do rozwoju dny moczanowej - za sprawą zawartych tam puryn, które przekształcane sa w kwas moczowy
    • wędliny, tak bardzo popularne, są naszpikowane chemią, że aż kipi. Zazwyczaj mało jest "mięsa w mięsie" a cała masa różnych dodatków. Nawet dobrej jakości kiełbasy suszone, które nie zawierają konserwantów itp. zawierają solankę czyli mieszaninę azotanów i azotynów (dzięki temu wędlinka jest przyjemnie różowa i jest mniejsza szansa rozwoju bakterii z typu Clostridium). Azotyny uszkadzają hemoglobinę - jedząc normalne ilości wędlin nie odczujemy tego, ale nasz organizm tak, bo będzie musiał to naprawić; azotyny po podgrzaniu przekształcają się w nitrozaminy - związki rakotwórcze (i tu się kłania kiełbaska z grilla, zapiekanka z szynką, jajecznica z kiełbasą itp.)
Teraz trzeba napisać coś o plusach jedzenia mięsa:
kryptoreklama ;)
  • niewątpliwie zawiera ono pełnowartościowe białko, natomiast nie ma większych problemów by zastąpić je białkiem roślinnym, wystarczy dobrze zbilansować jadłospis; białka w mięsie wcale nie ma dużo, soja zawiera go więcej; najbardziej wartościowe białko o idealnym wręcz składzie aminokawsowym zawiera jajko, a zwłaszcza żółtko
  • jest źródłem witaminy B12 (nie ma jej w pokarmach roślinnych), ale więcej tej witaminy znaleźć można w rybach i jajach
  • jest tanie, ale spoko, soczewica też ;)
  • jest szybkie w przygotowaniu i szeroko dostępne 
  • czerwone mięso jest dobrym źródłem żelaza hemowego (jest lepiej przyswajalne niż żelazo zawarte w roślinach), w mięsie białym jest go dużo mniej. Ale zadaj sobie pytanie - jak często jesz czerwone mięso? Czy nie jest tak, że więcej żelaza czerpiesz z innych źródeł? Przyswajalność żelaza z roślin można zwiększyc przez dodanie witaminy C (no. soku z cytryny, czy porzeczki) - czyli znowu odpowiednie komponowanie posiłku
Podsumowując - w mięsie nie ma nic, czego nie zawierałyby inne pokarmy, biorąc więc pod uwagę listę wad, moim zdaniem lepiej jest nie jeść mięsa. Po co pakować w siebie tyle niepotrzebnej chemii i zmuszać swój organizm do zużywania sił na odtruwanie i naprawianie szkód? Nie lepiej zużyć tą energię na odnowę komórek, które w naturalny sposób ulegają apoptozie (zaprogramowana śmierć komórki - zjawisko fizjologiczne) i dłużej cieszyć się zdrowiem i młodością?
Odkąd zaczęłam unikać mięsa, bardziej zastanawiam się nad menu, nad odpowiednim komponowaniem posiłków i jestem bardziej świadoma tego, co jem :)
Ja wegetarianizm bardzo polecam, a POWOLI zwracam się w stronę weganizmu. Zachęcam też do wprowadzania małych zmian w swojej diecie - trochę rzadziej mięso, częściej warzywa, orzechy, nasiona i strączki - Twój organizm podziękuje Ci za to :)

Smacznego! :)



Dla ćwiczących ;)


poniedziałek, 22 czerwca 2015

Dlaczego jem inaczej...

Wiele osób dziwi się dlaczego jem inaczej - wegetariańsko, wegańsko - po co? Kilka lat temu też bym się dziwiła. Uważałam, że skoro jem warzywa, pieczywo, mięso, ciasta piekę sama to znaczy, że odżywiam się zdrowo. Jednak problemy zdrowotne, które zaczęłam mieć, sprawiły, że zaczęłam bardziej przyglądać się temu co jem. Krok po kroku zwiększała się (i nadal się zwiększa) moja dietetyczna świadomość.
Spojrzałam wczoraj na mój obiad - kasza gryczana, kotlety fasolowo-soczewicowe, mizeria ze "śmietaną" słonecznikową, kiełki... i stwierdziłam, że to rzeczywiście może dziwić. No bo dlaczego tak, a nie standardowo panierowany filet z kurczaka, ziemniaki i surówka? Kiedyś mi to przecież smakowało. Chcę więc stopniowo wyjaśniać dlaczego zaczęłam jeść tak, a nie inaczej (teraz tak jem głównie dla tego, że mi to smakuje po prostu, ale był moment, gdy zaczęłam się przestawiać na "inne" jedzenie). Dzisiaj pokrótce o kaszy gryczanej i ziemniakach.


KASZA GRYCZANA
Ugotowana na sypko, bez soli. Jedna z najlepszych polskich kasz.

  • 100 g kaszy to ok: 350 kcal, 13 g białka, 70 g węglowodanów w tym 6 g błonnika (błonnik wspomaga trawienie, zmniejsza indeks glikemiczny czyli wyrzut glukozy do krwi, dzięki czemu mimo kaloryczności ta kasza nie tuczy), 3 g tłuszczu
  • zawiera aminokwasy egzogenne lizynę i tryptofan - są niezbędna dla człowieka, tryptofan jest prekursorem serotoniny czyli tzw. hormonu szczęścia, 
  • zawiera dużą ilość witamin z grupy B (z wyjątkiem B12) - wspomagają funkcjonowanie układu nerwowego , krzem, cynk, żelazo, potas (ponad 400 mg) i fosfor, kwas foliowy (polecana dla kobiet w ciąży), kwas pantotenowy i witaminę E 
  • jest bogatym źródłem przeciwutleniaczy - głównie flawonoidów, opóźniają procesy starzenia oraz zmniejszają ryzyko powstawania stanów zapalnych i nowotworów, zmniejszają kruchość naczyń; jednym z głównych flowonoidów jest rutyna (ta sama co w rutinoscorbinie) 
  • wspomaga odkwaszenie organizmu
  • ma niski indeks glikemiczny - około 40, węglowodany w niej zawarte uwalniane są stopniowo, dzięki czemu na dłużej pozostawia uczucie sytości, nie powoduje otyłości
ZIEMNIAKI
Generalnie złe nie są, przeciwnie, mogą przynieść wiele korzyści dla naszego zdrowia, ale pod pewnymi warunkami, o których za chwilę. Najpierw i korzyściach:
  • mają dużo potasu (uwaga przy chorobie nerek) ponad 800 mg/ 100 g, 
  • zawierają też sporo witaminy C, pewne ilości witamin z grupy B, witaminę E, wapń, magnez, fosfor, sód, 
  • mają niską wartość kaloryczną - do 100 kcal/100 g, zawierają niewiele węglowodanów 20-30 g/100 g, błonnik także występuje w ziemniakach - około 3 g
  • są dobrym "wypełniaczem" - mało kalorii, mało skrobi, 
  • są lekkostrawne, osoby z zaburzeniami trawienia nie powinni mieć z nimi problemu
  • alkalizują krew
Teraz o wadach:
  • kosmicznie wysoki indeks glikemiczny (IG) - 95 w przypadku ziemniaków gotowanych, oznacza to tyle, że po zjedzeniu ziemniaków następuje szybki wyrzut glukozy do krwi i równie szybki spadek, energii nie starcza na długo, ponadto wysoki IG przyczynia się do rozwoju cukrzycy i otyłości (w ostatnich latach obserwujemy rozwijającą się pandemię cukrzycy i otyłości można więc mniemać, że grozi ona każdemu z nas jeśli nie zaczniemy odżywiać się racjonalnie)
  • kolejnymi minusem, chyba najważniejszym jest fakt, iż żeby z ziemniaków czerpać korzyści zdrowotne należy je odpowiednio przygotować. Najbardziej popularna metoda gotowania ziemniaka, czyli obranie go ze skórki i gotowanie w dużej ilości osolonej wody, jest najgorsza. Większość witamin i minerałów znajduje się tuż pod skórką. Gotując ziemniaki obrane i pokrojone na mniejsze kawałki, pozbawiamy je większości cennych składników np. gotowanie w osolonej wodzie zmniejsza ilość przyswajalnego potasu, witamina C jest niestabilna podczas obróbki termicznej. Podczas gotowania część skrobii rozpada się na cząsteczki glukozy co znacznie podnosi IG. Kolejna rzecz to moczenie ziemniaków - z dzieciństwa pamiętam taki obrazek - ziemniaki obrane, zalane zimną wodą i odstawione na jedną lub kilka godzin, bo muszą na mięso poczekać - takie traktowanie ziemniaków prawie całkowicie pozbawia je wartości odżywczych.
Jak więc gotować ziemniaki? By były nie tylko smaczne, ale i zdrowe należałoby je gotować bez soli, w mundurkach i obierać dopiero po ugotowaniu (młodych ziemniaków z bardzo delikatną skórką nie trzeba obierać). Dodatkowo, by obniżyć IG trzeba ziemniaki schłodzić w lodówce najlepiej 24 h - część ugotowanej wcześniej skrobii zmienia swoją strukturę chemiczną (powstaje struktura krystaliczna) i staje się oporna na trawienie - tzw. skrobia oporna. Taka skrobia działa podobnie jak błonnik - reguluje perystaltykę, zmniejsza wchłanianie tłuszczu, obniża IG, a nawet przyczynia się do wzrostu spalania tkanki tłuszczowej. Nota bene - zauważyliście, że wczorajsze ziemniaki wyglądają i smakują inaczej? To właśnie zmiana struktury skrobi :)

Podsumowując:
Ziemniaki są dobre dla zdrowia, jeśli się je dobrze przyrządzi. Oczywiście "standardowe" ziemniaki mogą znaleźć się na naszym talerzu, ale nie polecam jako podstawy diety. Ja wybieram kaszę ze względu na jej bogate wartości odżywcze i, w porównaniu z ziemniakami,  prostotę przygotowania ;)

piątek, 19 czerwca 2015

Kilka słów o soi i Tofurnik kawowy


Tofurnik to wegańska wersja sernika, zrobiony jest z tofu, czyli z sera sojowego. Samo tofu w smaku jest hmm... niesmaczne ;) ale doskonale nadaje sie jako baza do przeróżnych dań, w tym słodkich.

Sama soja wciąż jest chyba kontrowersyjna, moim zdanie niesłusznie:
-  jest bardzo dobrym źródłem białka (około 35 g/100 g - to niemal 2 x  więcej niż wołowina) o dobrym składzie aminokwasowym 
- zawiera dużo flawonoidów, które mają działanie przeciwnowotworowe
- zawiera witaminy z grupy B oraz minerały (m.in. magnez, żelazo, wapń, fosfor) 
- zawiera fitoestrogeny - jest zalecana zwłaszcza w okresie menopauzy (mit, iż na mężczyzn ma działanie feminizujące został już obalony)
Ma też oczywiście kilka minusów:
- spożywana w niadmiarze upośledza wchłanianie jodu w organizmie (za sprawą tioglikozydów), osoby z chorą tarczycą powinni ograniczyć jej spożycie
- duża część soi jest modyfikowana genetycznie (GMO), ale producent ma obowiązek podać na opakowaniu informację z jakij soi powstał produkt, osobiście wybieram soję niemodyfikowaną.

Jak widać soi bać się nie trzeba, wystarczy odrobina wyobraźni i można z niej stworzyć naprawdę dobre danie. Ten tofurnik jest pyszniutki. Wystarczy dodać odpowiednią ilość soku z cytryny by nie był wyczuwalny charakterysyczny smak tofu. Spód z morelami nadaje mu słodkości i świetnie kontrastuje z kawowym wierzchem. Myślę, że będzie smakować każdemu :)
Mój Mąż mówi "mniam" :)

Składniki:

Spód
150 g migdałów
100 g suszonych moreli

Masa
3 kostki tofu po 180 g
100 ml mocnego espresso
400 ml mleka sojowego
laska wanilii
sok z 2 cytryn
5 łyżek erytrolu lub innego słodzidła
szczypta stewii (opcjonalnie)
6 g agaru

Przygotowanie:

Spód

  1. Migdały i morele zmielić na kleistą masę. Ja mielę w poziomej wyciskarce do soków, ale mozna z powodzeniem rozdrobnić je w malakserze, z tym, że wtedy wcześniej trzeba morele i migdały namoczyć (około 20 minut) i dobrze odsączyć
  2. Wykleić spód tortownicy
  3. Odstawić w chłodne miejsce
Tak wygląda gotowy spód ciasta

Masa
  1. Laskę wanilii dobrze rozdrobnić
  2. Tofu zmiksowac razem z sokiem z cytryn na gładka masę
  3. Espresso, mleko, agar oraz erytrol (cukier) podgrzewać na wolnym ogniu często mieszając (najlepiej cały czas), jak zacznie bulgotać zdjąć z ognia
  4. Płyny dodać do tofu i bardzo dobrze wymieszać
  5. Wyłożyć na spód, ostudzić, 
  6. Po ostudzeniu można obsypać stratą gorzką czekoladą, następnie schować do lodówki
  7. Chłodzić minimum 3 h


Smacznego!

Sałatka dobra na każda okazję

Jedna z moich najbardziej podstawowych sałatek. Pasuje niemal do wszystkiego, jest smaczna i lekka. Idealna gdy na dworze upał.

Składniki:
50 g rukoli
50 g roszponki
pęczek rzodkiewek
250 g pomidorków koktajlowych
pół pęczka szczypiorku
pół czerwonej papryki
2 łyżki pestek słonecznika i dyni
łyżka posiekanej natki pietruszki
2 łyżeczki lubczyku suszonego
2 łyżki przyprawy ziołowej (u mnie "18 ziół ojca Mateusza")
3 łyżki nierafinowanego oleju rzepakowego
2 łyżki oleju makadamia
1 łyzka octu jabłkowego

Przygotowanie:

  1. Wszystkie warzywa umyć i osuszyć
  2. Szczypiorek posiekać, paprykę pokroić w drobną kostkę, rzodkiewki pokroic na plasterki, pomidorki na połówki
  3. Przełożyć wszystkie warzywa dop miski, dodać natkę pietruszki oraz pestki i wymieszać
  4. W kubku zmieszać oleje, ocet i przyprawy
  5. Do sałatki dodać dressing i ponownie wymieszać

Smacznego!


Letnie oczyszczenie

czwartek, 18 czerwca 2015

Eksperyment detoks - podsumowanie

Mój detoksowy eksperyment zakończony. Nadszedł czas na podsumowanie.

http://www.hsph.harvard.edu/nutritionsource/pyramid-full-story/
Przed oczyszczaniem często (bardzo często) czułam się zmęczona, budziłam sie rano i już byłam zmęczona, nawet jeśli dobrze przespałam noc. Często miałam też problemy z  zasypianiem. Wieczorem zazwyczaj nie miałam siły i nic mi sie nie chciało. Czułam też "ociężałość umysłową" - ciężko mi było się skupić i myśleć. Od dłuższego czasu męczyły mnie też problemy trawiennie i bóle stawów. 
Dietę stosowałam zdrową, opartą na świeżych warzywach, roślinach strączkowych oraz bio-jajkach i kozich serach. Nie było w mojej diecie produktów przetworzonych, w tym białej maki, oczyszczonej soli, nie używałam cukru (z wyjątkiem zawartego w czekoladzie 70%), nie kupowałam nic co miało konserwanty i inne dziwne dodatki o dziwnych nazwach.

Sam detoks przebiegał łagodnie, raczej nie doświadczyłam silnego kryzysu ozdrowieńczego, ale też przed detoksem odżywiałam się zdrowo, więc mój organicm chyba nie zgromadził zbyt wielu toksyn. Był tylko ból głowy i lekkie osłabienie. Poważny głód zaczęłam odczuwać dopiero pod koniec diety.

Teraz czuję się na pewno lepiej. Przede wszystkim mam więcej energii, budzę się wypoczęta (do tego może przyczyniac się też nowe łóżko;), wieczorem mam więcej siły. Traweinie się poprawiło, umysł sie rozjaśnił, więcej mi się chce i łatwiej mi się myśli. Jestem jeszcze bardziej wyczulona na smak słodki (już wcześniej 70 % czekjolada była dla mniej słodka, teraz jestem jeszcze bardziej wrażliwa). Gdy zrobiłam sobie owsiankę z mlekiem sojowym, w którym jest znikoma ilośc cukru (wcześniej to mleko było dla mnie zwyczajnie słodkie i rzadko je piłam) po prostu sie zasłodziłam! Bóle stawów niestety nie ustąpiły, ale to że mnie stawy bolą nie jest raczej sprawą diety, tylko różnych złych nawyków ruchowych i przykurczów (byłam ostatnio na warsztatach z metody Feldenkraisa, które otworzyły mi oczy na moje błędy) więc przede mną zadanie by zmienić i to :)

Generalnie detoks polecam, zwłaszcza jesli nie jesteś przyzwyczajony do zdrowej diety i masz się z czego oczyszczać. Ja taką dietę zamierzam jeszcze powtórzyć :) Póki co natomiast wracam do mojej zdrowej diety i kombinowania co dobrego i zdrowego można przygotować :)
Tylko uważaj, po detokie dużo rzeczy, które kiedyś lubiłeś, może przestać Ci smakować ;)

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Detoks - dzień 8, powrót do normalnej diety

Mój organizm daje mi jasne i mocne sygnały, że już dość. Od wczoraj wciąż myślę o jedzeniu, jestem słaba i cały czas głodna. Nie jest to kryzys ozdrowieńczy a sygnał, że organizm z odżywiania endogennego chce wrócić do normalnego egzogennego. 
Tak ponoć jest, że kryzys ozdorwieńczy to nasilenie wcześniejszych dolegliwości. Podczas diety po 2-3 dniach ośrodek głodu jakby się wyłącza i mimo, że jesz mało nie czujesz się głodny. W momenvie jak głód powraca trzeba dietę skończyć, by nie nabawić się niedoborów. Tak więc kończę. Krótko wytrzymałam. Gdybym miała z czego chudnąć to pewnie byłabym dłużej na detoksie, ale przy BMI poniżej 19 to raczej nierozsądne. Tak więc dzisiaj stopniowo wracam do normalnej - zdrowej diety (o tym jak ma wyglądać zdrowa dieta po poście warzywno-owocowym wg dr Dąbrowskiej jeszcze napiszę). Nie można wracać do normalnego odżywiania z dnia na dzień (zwłaszcza jeśli ktoś jest na tej diecie, bo chce schudnąć, nagły powrót to gwarancja efektu jo-jo). Czas przejściowy powinien trwać 1/3 czasu trwania diety, czyli w moim przypadku 2-3 dni :)
Dzisiaj zaczęłam wprowadzać białko w postaci mojego ukochanego koziego sera :)
Jutro dorzucę skrobie, a następnie tłuszcze i zaczynam żyć normalnie ;)
Nie chcę jeszcze robić podsumowań. Chcę zobaczyć jak będę się czuła w najbliższych dniach. Chociaż na razie widzę jakieś zmiany - lepiej funkcjonują mi zatoki. Dzisiaj stawy mnie nie bolą, ale z tym u mnie było różnie, więc poczekam i poobserwuję. Umysł mam jakby jaśniejszy.
Pełne podsumowanie efektów chcę zrobić pod koniec tygodnia - po kilku dniach normalnego odżywiania. 

Menu "przejściowe":

Śniadanie:
- woda z cytryną
- jabłko
- sałatka (rokola, sałata rzymska, kalarepa i ogórek + sok z cytryny)
- kawa zbożowa

II śniadanie
- sok wycisnięty z buraków, botwinki i grapefruita
- czipsy z selera (były chrupiące! :))

Obiad:
- warzywa duszone curry (kalarepa, czosnek, cebula, cukinia, pomidor + kumin, curry, kozieradka, kurkuma, sól morska)
- kawałek koziego sera - zaczynam wprowadzać białko, jaja ja lubię kozi ser!
- surówka z buraczków (mówiłam wczoraj, że nie mogę patrzec na buraczki? ;)

Kolacja:
- zupa krem brokułowo-kalafiorowy z dodatkiem koziego sera :)
- sok z buraków, jabłek i grapefruitów
- kawa zbożowa

niedziela, 14 czerwca 2015

Detoks - dzień 7

Czuję sie źle... Cały dzień jestem głodna, momentami jest mi słabo a momentami niedobrze.
Odczuwam osłabienie mięśni i bóle stawów. Nic mi się nie chce i nie mogę patrzeć na buraki... Albo jest to element kryzysu ozdrowieńczego, albo powinnam kończyć dietę. Próbowałam się dzisiaj czegoś więcej dowiedzieć na ten temat, ale właściwie nadal nie wiem nic. Dr Dąbrowska mówi, że kryzysy podczas diety to normalna (a wręcz pożądana) rzecz, ale z drugiej strony organizm sam daje znać kiedy wrócić do normalnego (zdrowego) żywienia. Co mi mówi mój organizm tego nie wiem. Bóle stawów to u mnie norma (i jeden z powodów dla którego zdecydowałam się na detoks) więc może to jednak oznaka zdrowienia? (wiem, brzmi to paradoksalnie). Poczekamy, zobaczymy.



A oto co dzisiaj zjadłam:

Śniadanie:
- woda z cytryną
- sałatka z rukoli, pomidora i grapefruita - połączenie może wydawać się egzotyczne, ale jest super:) jakby dodać do tego jeszcze odorbinę koziego sera...mmmm ;)
- grapefruit

Obiad:
- duszone warzywa (brokuł, czosnek, papryka czerwona)
- pomidor
- jabłko

Kolacja:
- pieczone warzywa (seler, pietruszka, burak)
- czipsy jabłkowe

sobota, 13 czerwca 2015

Detoks - dzień 6

Dzisiaj miałam dość zabiegany dzień, więc nie miałam czasu by przygotować coś nowego do jedzenia. Było więc to samo, tylko w innej wersji. Jeśli chodzi o efekty detoksu to narazie nic spektakularnego nie widzę. Dzisiaj nie mam już metalicznego smaku w ustach, przewód pokarmowy zaczyna powoli funkcjonować normalnie. Nie jestem zmęczona (co w sumie jest dość spektakularne, biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze 1-2 tygodnie temu około godziny 20 nie miałam siły na nic). Nie odczuwam niestety tej obiecanej euforii i energii. Może jestem zbyt sceptyczna, by doświadczać takich emocji? ;) Albo takie efekty tylko na eko-warzywach ;) Niestety nie mam takowych :( a może trzeba jeszcze poczekać? :)


Z racji, że cały dzień spędziłam poza domem na warsztatach, nie byłam  w stanie podzielić menu na konkretne posiłki.

Dzisiejsze "dania" to:
woda z cytryną
jabłko
sałatka (szpinak, pomidor, ogórek, koperek, pietruszka zielona)
czipsy warzywne (pomidorowe, marchewkowe, buraczane - skorzystałam z gotowych)
zupa z botwinki
pieczone warzywa (burak, seler, pietruszka, brokuł, cebula)
sok wyciśniety z selera naciowego, ogórka, szpinaku i jabłek
sałatka (rukola, pomidor, rzodkiewka)

piątek, 12 czerwca 2015

Detoks - dzień 5

Coś zaczyna się chyba dziać. Wczoraj późnym wieczorem ból głowy się nasilił, a w ustach czułam
dziwny metaliczny smak, czuję go do teraz i nic nie pomaga - żadne mycie zębów, płukanie, nic. Odczuwam wzmożone pragnienie i co chwilę biegam do toalety :/ No, ale chyba o to chodziło. Może to ten osławiony kryzys ozdrowieńczy?

Kryzys u każdego ponoć przebiega inaczej, w zalezności od wcześniejszej diety. U ludzi chorych przewlekle (np. zespół metaboliczny) lub odżywiających się źle (przeciętnie/normalnie) kryzysy są zazwyczaj bardzo ciężkie.
Ja o dietę od dłuższego czasu dbam więc może u mnie jest łagodniej? Uświadomiłam sobie, że już wcześniej pomagałam mojemu organizmowi sie oczyścić - był czas kiedy do popołudnia jadłam tylko warzywa i owoce w postaci surowej, dopiero potem jadłam konkretniejszy obiad (który też w dużej mierze składał się z warzyw) i czułam się na takiej diecie bardzo dobrze. Potem wyjechałam w góry, dieta sie zmieniła i było już gorzej.
Tak czy inaczej, coś sie zaczyna dziać. z niecierpliwością czekam co będzie dalej. Chciaż szczerze mówiąc z niecierpliwością czekam, aż mój eksperymentalny post owocowo-warzywny dobiegnie końca ;) Dzisiaj Mąż kroił przy mnie banany - jak one pachną!!! Wiecie jak cudownie mogą pachnieć banany? ;)
Ale na pocieszenie, że owych bananów nie mogłam zjeść, zrobiłam (znowu) warzywne czipsy i wreszcie się udały!
Po wyjęciu z piekarnika były pysznie chrupiące. Niestety po zapakowaniu do plastikowego pojemnika (do pracy), po kilku godzinach zgumowaciały :( więc najlepiej jeść na świeżo, albo pakować próżniowo?


Buraki i seler pokroiłam na cienkie plasterki (około 1 mm). Zmieszałam z przyprawami (sól himalajska, bazylia, czosnek granulowany, papryka słodka i chili). Piekłam je na kratce, na papierze do pieczenia w temp. 140 st. na termoobiegu. Po 20 minutach trzeba plasterki obtrócić i piec kolejne 20 minut. Mniam :)



Moje dzisiejsze menu

Śniadanie:
woda z cytryną
sałatka (sałata rzymska, pomidor, ogórek kiszony, koperek, pietruszka sos "vinegrette", czyli woda z sokiem z cutryny i przyprawy)
czipsy jabłkowe

Obiad:
- leczo

Przekąska:
- czipsy z buraka i selera :)

Kolacja:
- ogórko-kapuśniak (więcej już nie ma, a szkoda)
- jabłko
- smoothies z selera naciowego, ogórka, szpinaku i jabłka
- kilka ogórków
- grapefruit
Poszalałam z tą kolacją, nie ma co ;)

czwartek, 11 czerwca 2015

Detoks - dzień 4

Dzień czwarty w większości minął spokojnie, bez żadnych rewelacji. Samopoczucie bez zmian, wygląd bez zmian. Tylko teraz strasznie mnie głowa boli :( Poza tym generalnie jest dobrze, choć marzę o żytniej bułce z dużą ilością warzyw... i kawa, koniecznie z mleczkiem sojowym... mmm... jeszcze kilka dni :) Muszę dotrwać co najmniej do 10 dnia (czyli zalecanego minimum) i zobaczymy co dalej ;)


Moje dzisiejsze menu:

Śniadanie:
- zupa krem z buraków
- ogórki kiszone
- jabłko

II śniadanie:
świeżo tłoczony sok z marchwi

Obiad:
- wczorajszy eksperymentalny ogórko-kapuśniak jest pyszny :) nawet Mąż zajadał :)
- chipsy z buraka
- pomidory z ząbkiem czosnku i koperkiem
- leczo

zielony sok z jabłek i selera naciowego
Kolacja:
- zielony sok z jabłek i selera naciowego (świeżo tłoczony)
- pomidory i ogórki kiszone (jakoś mam fazę na pomidory od wczoraj)
- "pieczone" jabłko (czyli jabłko na parze)

środa, 10 czerwca 2015

Detoks - dzień 3

Zestaw startowy ;)
Jak zaczynałam dietę, bałam się, że będę cały czas głodna, że będę pochłaniać niewiarygodne ilości warzyw. Przygotowałam się na to i w weekend zaatakowałam giełdę warzywną kupując po 10 kg buraków, marchwi, selera itd (także z przeznaczeniem na wyciskanie dużej ilości soków). Okazuje się jednak, że wcale nie jem objętościowo więcej niż zwykle i wcale nie jestem jakoś mega głodna. Dzisiejsza zupka na śniadanie w zupełności mi wystarczyła. Pomiędzy posiłkami staram się popijać tylko wodę i herbatę ziołową. W chwili kryzysu podjem jakieś jabłko lub chipsy warzywne. 

Trzeciego dnia miał nastąpić kryzys ozdrowieńczy (na początku brzmiało to dla mnie dziwnie), ale u mnie póki co cisza. Rano lekko pobolewał mnie brzuch (to chyba wina zbyt dużej ilości surowizny na raz, dzisiaj jem gotowane), jelita się powoli oczyszczają i tyle. Żadnych zimnych potów, kosmicznego bólu głowy, bólów mięśniowo-stawowych. Nic. Z jednej strony wolę, by tak zostało bo to przecież nic przyjemnego, z drugiej jednak strony czekam na to, bo to by oznaczało, że organizm się naprawdę oczyszcza. Może jutro?

Dzisiejsze menu:

Śniadanie:
- zupa krem z buraków (doprawiona czosnkiem, pieprzem i suszonymi pomidorami jest pyszna i działa rozgrzewająco)
- sok z botwiny, selera naciowego i jabłka
- jabłko

Obiad:
- leczo warzywne (papryki w 3 kolorach, kalarepa, cukinia, cebula, czosnek i duużo ziołowych przypraw, dodatkowo przecier pomidorowy)
- chipsy z selera, oprószone czosnkiem granulowanym, solą himalajską i ziołami, tym razem wyszły bardziej chipsowe niż buraki, ale to jeszcze nie to o co mi chodzi

Po obiedzie był soczek z zielonej pietruszki i cytryny (bomba witaminowa, zwłaszcza dużo jest witaminy C) - wycisnęłam sok z cytryny i z pęczka pietruszki, dodałam jeszcze jeden pęczek pietruszki i około 400 ml wody i zmiksowałam w mikserze


Leczo w trakcie przyrządzania 

Kolacja:
Zachcialo mi się pomidorów, zjadłam dwa, do tego ogórki kiszone i rzodkiewki (naprawdę się tym najadłam), później zjadłam jeszcze "pieczone" jabłko (tak naprawdę zrobiłam je na parze;) z cynamonem.


Wieczorem dopadło mnie pożądne oczyszczanie jelit (jejku, tam rzeczywiście sa jakieś złogi, skąd to się bierze?!), aczkolwiek i tak przebiega w miarę łagodnie.

Generalnie jest dobrze :)

I jeszcze małe kulinarne eksperymenty. Na obiad mialam zjeśc jeszcze zupę z młodej kapusty i ogórków - ta zupa to jeden wielki eksperyment - wczoraj miałam dość surówek, a wcześniej zrobiła dużą michę surówki z białej kapusty, ogórków gruntowych i pietruszki. Postanowiłam więc przerobić surówkę na zupę i wyszło całkiem smacznie :) Dodałam jeszcze trochę soku wyciśniętego z liści kalarepy (sic! to można jeść), tak dla zdrowotności ;)
Wyszło smacznie, ale ostatecznie zupy nie zjadłam, jakoś kapusta mi się na razie nie widzi.

wtorek, 9 czerwca 2015

Detoks - dzień 2

pre-smoothie
Rano nie mogłam wstać, obudziłam się i stwierdziłam, że jestem zmęczona i nie wstaje. Jeszcze ten deszcz... Nie wiem czy zmęczenie winikało z detoksu czy z pogody. Na normlanej diecie też często tak miałam, że mimo dobrze przespanej nocy rano zwlec się z łóżka nie mogłam. Równie często, a ostatnio ciągle czułam się zmęczona w ciągu dnia, nie miałam na nic siły. To jeden z powodów dla których robię oczyszczanie - a nóż pomoże ;) a jeśli nie to przynajmniej będę wiedziała :)

Po południu pobolewała mnie głowa (detoks czy pogoda??), byłam umiarkowanie głodna, ale póki co moje samopoczucie nie odbiega jakoś rażąco od normy.
Cały czas chce mi się pić - to też nie jest nic nowego.

Ponoć trzeciego dnia występuje tzw. kryzys ozdrowieńczy. Trochę sie boję, ale może nie będzie tak źle ;)
Dzisiaj mały kryzys miałam po pracy - było mi lekko słabo, ale wypiłam ziołową herbatę, poszłam na niedługi spacer i było lepiej.


Moje dzisiejsze menu:

Śniadanie:
woda z cytryną (a jakże)
sok (z botwiny, selara naciowego, pietruszki, cytryny i jabłka)
kilka rzodkiewek
kalarepa
ogórki kiszone
surówka z marchewki, białej kapusty i pietruszki (wczoraj zrobiłam dużo więc jeszcze i na jutro będzie)
herbata z czystka

Obiad:
kalarepa faszerowana warzywami
zielone smoothie 

Podwieczorek/przekąski w pracy:
sok (marchew, pietruszka, jabłko, imbir)
plasterki pieczonego buraka - miały być czipsy, ale mój piekarnik nie chciał ze mną współpracować i za długo to trwało, czipsy nie wyszły chrupiące, ale i tak zjadłam ;)


Kolacja:
Wieczorem, o dziwo, nie byłam specjalnie głodna. W sumie to nie chciało mi się jeść, a mój żołądek kategorycznie odmawiał surowego - na samą myśl o surówce robiło mi się niedobrze. Zjadłam więc pieczone jabłko z cynamonem. Pyszne było, takie niepozorne, a cieszy :)

Dzień drugi zaliczony :) ciekawe co będzie jutro ;)

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Detoks - dzień 1

Mija pierwszy dzień diety oczyszczającej. Czuję sie normalnie. W ciągu dnia momentami czułam się jak na lekkim "haju", ale zjadłam dzisiaj mało kalorii, więc to raczej zrozumiałe.

Teraz o tym, co można jeść podczas kuracji:
Warzywa - korzeniowe (marchew, seler, pietruszka,buraki), kapustne (kapusta, kalafior, cebulowe (cebula,por,czosnek), psiankowate (pomidor, papryka), dyniowate (dynia, kabaczek, ogórek), liściaste (sałaty, natki i zioła).
Owoce - jabłka, grapefruity, cytryny
Napoje - woda, herbatki ziołowe i owocowe, soki świeżo wyciśnięte z ww warzyw.
Przyprawy - wszystkie zioła oraz sół morska lub himalajska (zwykła jest zabroniona)

A co można wyczarować z tak bogatej listy produktów? ;) Wbrew pozorom jest całkiem nieźle pod względem urozmaicenia:

Śniadanie:
woda z plasterkiem cytryny (ponoć to podstawa)
zielone smoothie - 4 ogórki, jabłko,  kilka listków melisy, garść szpinaku, 400 ml wody (zostało jeszcze na jutro:)
szpinak na ciepło z cukinią, czosnkiem i żółtą papryką 

Obiad:
kalarepa (dwie) faszerowana warzywami (cebula, marchew, seler, pietruszka, pomidory oraz zioła do smaku) zapiekana w piekarniku
surówka z białej kapusty, marchwi i zieloną pietruszką skropiona soekim z cytryny (olej zabroniony)
ogórki kiszone

Kolacja:
zupa krem z buraków
suszone jabłka

Na przekąskę w ciągu dnia był sok wyciśnięty z botwinki, selera naciowego, pietruszki, cytryny i jabłek.

Pierwszy dzień zaliczony, ciekawe co będzie dalej ;)


Eksperyment DETOKS!

Od dziś zaczynam detoks tzn. prozdrowotną dietę warzywno-owocową. Pokrótcę przybliżę o co tutaj chodzi i dlaczego to robię.
O detoksie pierwszy raz usłyszałam, gdy natrafiłam na książkę doktor Ewy Dąbrowskiej (lekarz medycyny - internista), która jako jedna z pierwszych w Polsce zaczęła prowadzić kuracje oczyszczające, mające przywrócić pacjentom zdrowie. Leczyła dietą głównie pacjentów z chorobami cywilizacyjnymi typu cukrzyca, otyłość, hipercholesterolemia, miażdżyca oraz alergie i bóle stawów. Leczyła oczywiście z powodzeniem. 
Było to dla mnie ineteresujące, ale skoro miażdżycy ani cukrzycy nie mam, a moja waga waha się raczej w dolnych granicach normy, to nie chciałam tego testować na sobie.
Temat tzw. detoksu jednak obijał mi się o uszy od czasu do czasu. Niedawno zaczęłam czytac książkę "Alkaliczny styl życia" i tam autorka wymienia szereg zalet zrobienia detetoksu m.in.:
- więcej energii
- lepszy sen
- jasnośc umysłu
- brak bólu
- lepsze trawienie
- chęć działania, brak zmęczenia
- ładniejsza cera
- wycofanie sie bóli stawowych i mięśniowych
- ogólnie lepsze samopoczucie
- brak chęci na słodycze
Hmmm, generalnie trochę sceptycznie do tego podchodzę, ale jak nie spróbuje to sie nie dowiem. Postanowiłam więc zrobic eksperyment i na minimum 10 dni przejść na dietę warzywno-owocową wg dr Ewy Dąbrowskiej. Zobaczymy jak będzie ;)

Teraz co to jest ten detoks? Chodzi generalnie o czyszczenie ciała z toksyn i różnych złogów, które w ciągu lat zadomowiły się w naszym ciele. Jakie toksyny, jakie złogi? Cóż, wszystko co jemy ma wpływ na nasz organizm, jest metabolizowane i wbudowywane w tkanki. Lata niewłaściwej diety (i nie tylko) prowadzą do powstania wielu mikro stanów zapalnych w organizmie, do odkładania się złogów w jelitach, do magazynowania szkodliwych substancji np. pochodzących z nawozów, środków ochrony roslin, konserwantów i wszechobenych tłuszczów trans. Nie oszukujmy się, wszyscy to jemy, nie uciekniemy od tego. Efekty moga być odczuwalne jako np. zmęczenie, problemy ze snem, szara cera, łamliwe włosy i paznokcie, częste przeziębienia, problemy z trawieniem, bóle stawów i mięśni. Od czsu do czasu warto jest więc ten bałagan posprzatać. 

Teraz w jaki sposób sprzatamy. Doktor Dąbrowska pisze w swych artykułach, że odcięcie oraganizmowi dostępu do białek i tłuszczu prowadzi do odżywiania endogennego (wewnętrznego), kiedy to organizm zaczyna "zjadać" własne tkanki. Organizm nasz jest bardzo mądry i zaczyna najpierw zjadać to co stare i zepsute. Rozpoczyna sie proces oczyszczania, po którym wchłanialność składników odżywczych znacznie sie poprawia i organizm zaczyna stare tkanki zastępować nowymi. Oczywiście detoksu nie mozna robić bez końca, bo można sobie mocno zaszkodzić. Minimum to 10 dni, maksimum to 6-7 tygodni, ale to już raczej pod kontrolą lekarza. 
Podczas postu warzywno-owocowego jemy tylko określone warzywa i owoce (niskoskrobiowe i niskotłuszczowe) w postaci dowolnej, zaleca sie jednak by jeść jak najwięcej surowego, pijemy dużo wody i herbatki ziołowe. Gdy organizm zaczyna sie oczyszczać może wystąpić tzw. kryzys ozdorwieńczy czyli mega złe samopoczucie, które zazwyczaj trwa kilka godzin lub jeden dzień. Po kryzysie ma być juz coraz lepiej. Po zakończeniu detoku stopniowo należy wracać do normalnego jedzenia. Normalnego czyli zdrowego - opartego na żywności świeżej i nieprzetowrzonej. 

Tak mówią książki. Teraz chcę sprawdzić na sobie jak to jest. Zaczęłam dzisiaj. Postaram się codziennie zamieszczać informację jak jest i co można jeść na takim detoksie. Trzymajcie kciuki ;)

Pozdrawiam :)

wtorek, 2 czerwca 2015

Hummus i hummus bakłażanowy

Hummus - danie wywodzące się z Bliskiego Wschodu coraz bardziej popularne u nas. Idealnie nadaje się do kanapek, pasuje też do surowych lub pieczonych warzyw jako dip. Odmian hummusu jest wiele, zapewen tyle ilu jest jego zwolenników. Warto robić hummus w domu bo ten sklepowy jest bardzo drogi. Smakuje pysznie, zawiera sporo dobrej jakości białka. Niestety, do jego wykonania niezbędny jest dobry blender, a najlepiej malakser. 



Hummus bakłażanowy


Hummus

Składniki:
185 g pasty tahini
3 ząbki czosnku
sok z 1/2 cytryny
450 g ugotowanej cieciorki
1/2 łyżeczki soli himalajskiej
150 ml wody (lub więcej jesli bedzie za gęste)

Przygotowanie:


  1. Wszystkie składniki oprócz wody dokładnie zmiksować, nastepnie stopniowo dolewać wodę, aż do uzyskania konsystencji gładkiej pasty
  2. Podawać polane oliwą z oliwek


Hummus bakłażanowy

135 g  miąższu bakłażana - użyłam miąższ, który wydrążyłam podczas robienia faszerowanych bakłażanów
300 g hummusu
2 łyżki wiórków pomidorowych z czosnkiem niedźwiedim i cebulą (gotowa przyprawa)
2 łyżki oleju (użyłam oliwę z suszonych pomidorów w słoiku)

Przygotowanie:

  1. Piekarnik rozgrzać do 180 st.
  2. Miąż bakłażana wyłożyć na blachę wysmarowaną oliwą, skropić oliwą i piec przez 20 minut, ostudzić
  3. Wszystkie składniki, łącznie z upieczonym bakłażanem zmiksowac na gładka masę
  4. Podawac posypane wiórkami pomidorowymi


Hummus podstawowy, za nim wersja z bakłażanem
Smacznego!